Loading...

piątek, 16 grudnia 2011

Naleśniki brukselskie

Połowa listopada, piękne wiosenne powietrze, aż chce się oddychać i żyć pełnią życia. Stoję na placu, wygląda jak małe rondo. Kilka drzew dookoła. Na środku fontanna. Zawsze można przysiąść i podziwiać uroki tak wspaniałego, spokojnego miejsca. Ale nie tylko przechodzień może przyglądać się...Przy fontannie na murku siedzie postać z psem. To Charles Buls belgijski polityk, były burmistrz Brukseli. Od drzewa do drzewa i niektórych budynków rozwieszone są kolorowe flagi. Bajeczny, kolorowy świat.
 Fontanna stanowi centralne miejsce spotkań, zawsze wokół niej jest pełno ludzi. Wokoło fontanny roznosi się tyle zapachów bagietek, naleśników, frytek, a jeszcze powietrze ciepłe sprawiało, że węch się wytężał i działał na wyobraźnię. Do tego jeszcze jak w Paryżu, stoliczki wiklinowe na chodnikach. Postanowiłam usiąść przy jednym stoliczku, vis-a-vis pomnika.  Praktycznie usiadłam na rogu ulicy. Mogłam wtedy obserwować ludzi, ich radosne miny, zajęci sobą podążali pewnie do domów, na spotkania.....Zamówiłam łamaną francuszczyzną naleśniki z marmoladą. Obsługiwał mnie bardzo sympatyczny mężczyzna. Wysoki, czarne włosy spięte w kucyk, bardzo szybki w swej pracy. Nawet nie miał kartki do notowania. Wszystko zapamiętywał. Za bardzo nie chciałam w to wierzyć, że ma aż tak dobrą pamięć. Obsługiwał nie tylko salę ale i stoliki na powietrzu. Pomyliłam się. Zorientował się, że nie jestem ani angielką ani francuską. Nawet mój angielski wydawał się dla niego jak to ktoś kiedyś powiedział "orbisowki". Był na tyle zwinny, że od razu wchodził w konwersację. 
  • skąd jesteś?- zapytał
  • z Polski  - odpowiedziałam
  • dzień dobry - powiedział
  • dzień dobry-odpowiedziałam
Trochę czekałam na naleśniki, ale nie przeszkadzało mi to, wdychałam ciepłe brukselskie powietrze i odpoczywałam po zwiedzaniu i długiej podróży. 
Nagle, wyrwałam się z zamyślenia, gdy otrzymałam dwa naleśniki zwinięte  a na środku talerza marmolada. Posmarowałam marmoladą naleśnika. Pierwszy kęs, skupił się na marmoladzie, czuć było malinę, jagodę, pomyślałam owoce leśne. Jednak nie czułam tylko owoców leśnych, jeszcze truskawkę. Smak pomieszany był z ciastem naleśnika. Lubię naleśniki, sama je robię, ale jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrego. Żałowałam, że zamówiłam tylko dwa, ale po jakimś czasie odczułam sytość. Wiem, że w internecie można znaleźć różne przepisy i choć mogą być zapewnienia, że to będą właśnie te belgijskie, nie dam wiary, gdyż każdy kucharz tego samego naleśnika zrobi inaczej, jeden doda swoje serce do niego a drugi zrobi na "odwal". Wszystko wpływa na naszą wyobraźnię, miejsce, czas, osoba z którą spędzamy czas. Ale smaku nie da się oszukać. 
  


Oto linki tej knajpki. Wiem też, że dobrze smakuje spaghetti bolognese popijane piwem Adler. 
Siedząc spoglądałam co inni zamawiają. Jedni lody pięknie przyozdobione owocami, sałatki, samo wino, lub inny alkohol. Ceny jak na Stolicę UE nie są wcale wygórowane. I nie można przeliczać na złotówki, bo to mija się z celem. Za swoje danie zapłaciłam 4 euro. 






1 komentarz:

  1. Tak to opisałaś że już tam chce być : ) mam ciarki na plecach jak oglądam te zdjęcia , chyba się wczułam w atmosferę : )

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądasz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...