Loading...

środa, 29 sierpnia 2012

Ostatnie ujęcia

Przez cały ten miesiąc, który dobiega już końca, często wysiadaliśmy na Hammersmith i stamtąd szliśmy pieszo w kierunku Chiswick Park. Przyznam, że te spacery były bardzo przyjemne, bo i dzielnice są '"klimatyczne". Zazwyczaj na Chiswick Park chodziliśmy do Caffe Nero, jednak nigdy nie zwróciliśmy uwagi na Gourmet Burger Kitchen. Dopiero spotkanie z Maggie uświadomiło nam, że przegapiliśmy tak świetny lokal. Jak to się mówi "lepiej późno niż wcale".
Wybraliśmy się tam dziś. Pogoda jest okropna, cały dzień pada, więc postanowiliśmy skorzystać z podpowiedzi Maggie. Zamówiliśmy Habanero i Taxidriver. Dodatkowo jeszcze frytki. 
To jest Taxidriver. 
Musiałam go jeść sztućcami bo inaczej nie dało rady, był tak ogromny. Poza tym wymieniłam się z mężem na
 Habanero, by mieć porównanie
Tak ostro przyprawionego burgera jeszcze nie jadłam. Wypiłam od razu pół litra wody. Ziałam jak smok. Burgery są  bardzo smaczne. Mięso genialnie przyrządzone. Lokal cieszy się niezłym wzięciem, nie dziwię się, nie dość, że obsługa bardzo miła, wręcz przesympatyczna to jeszcze jedzenie wyśmienite. Jak dowiedzieliśmy się od kelnerki szefem kuchni jest Polak. Od razu do nas zagadała, zapytała skąd jesteśmy itp., itd. A frytki pierwsza klasa. Genialne. Maggie do chwili obecnej czujemy burgery, tak samo jak w Camden nasze meksykańskie fajita:) Warto było zgrzeszyć. 
Zanim pojawiły się burgery mogliśmy skosztować orzeszków ziemnych, za które nie płaci się dodatkowo tak samo jak za przeróżne sosy. Zapewne wliczone jest to w cenę dania, jednak nie są to maleńkie sosiki, tylko normalne opakowania sklepowe. 
Na sam koniec postanowiłam ująć kilka jeszcze rzeczy, które kosztowaliśmy "po drodze". 
Kanapeczki sprzedawane w sieciówce Greggs. Te nam smakowały, jednak Pret a Manger wygrywa!
W międzyczasie przygotowałam płatki łososia, zawijane z serkiem do smarowania o smaku czosnkowym wymieszanym z sosem sałatkowym. Nic rewelacyjnego, ale smaczne. 
Już kiedyś wspominałam, że przywieźliśmy ze sobą karkówkę, kabanosy i żywiecką. Z zupkami kupionymi w Sainsbury's jedliśmy produkty przywiezione. Tak czasem wyglądał nasz obiad. A zupy dobre. Co prawda nie są aż tak dobre jak własnej roboty, ale my nie narzekaliśmy. A grunt to nie marudzić!:)
I na sam koniec bardzo sympatyczne i ciekawe spotkanie, które zakończyło się skosztowaniem i przekonaniem mojego męża do krewetek:)
Maggie dziękuję Tobie za tak wspaniałe przyjęcie i chęć spotkania się z nami. Podniosłaś mi poprzeczkę. I bardzo dobrze, bo teraz będę mogła przyrządzać krewetki. Mam nadzieję, że będą tak dobrze zrobione jak Twoje, bo to sztuka!:):) 

6 komentarzy:

  1. Zajrzałam zupełnie przypadkiem, i przeżyłam szok co - to - jest?? mówie o tych wielkich bułach
    pozdrawiam i roglądam sie dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne chodzi o burgery:):) to taka wspaniała baardzo kaloryczna przyjemność:) jednak zjadana od święta nie zaszkodzi:)pozdrawiam miłego oglądania a może coś się spodoba:)

      Usuń
  2. Ha! Ciesze sie bardzo, ze burgery smakowaly - juz na sam widok zachcialo mi sie zgrzeszyc ;) Tych zup Glorious jeszcze nie probowalam, ale jesien idzie, wiec na pewno nadrobie.
    Ciesze sie, ze udalo nam sie spotkac. Bylo bardzo sympatycznie i... bardzo smacznie! Do nastepnego!

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak z innej bajki, nominuje cie do Versatile Blogger Award :)
    http://maggiegotuje.blogspot.co.uk/2012/08/blog-day-i-wyroznienie.html

    OdpowiedzUsuń
  4. jakie burgery!!! zjadłabym takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O przede mną też kiedyś usiadł taki burger! Jadłam go w "Fat Boys" w Brukseli. Hm, jadłam to chyba za dużo powiedziane. Mi i mojej koleżance udało się jedynie uszczknąć kawałeczek po czym zawołałyśmy kolegę z pracy, żeby nam pomógł dojeść :) Duża porcja prawda? Ach no i czytałam, że polubiłaś krewetki :) Myślę, że to fajnie, bo warto próbować nowych smaków, porównywać i oceniać właśnie dzięki osobom trzecim.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądasz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...