Loading...

piątek, 31 sierpnia 2012

"Londyńczycy"



Przed wylotem sprawdzałam lokalizację naszej stancji. I nalazłam, nawet mogłam obejrzeć zdjęcie domu. Tak się złożyło, że w wakacje zaczęli puszczać  w TV serial Londyńczycy. Oglądaliście?
Nam przypadł do gustu, więc zaczęliśmy oglądać. Patrzymy i nagle znajomy nam się wydał obraz. Jednak nie byliśmy przekonani, że to może być ten sam dom. Znajomi mówili nam „przecież wszystkie domy u nich wyglądają tak samo”. W sumie to prawda. Jednak ta myśl nie dawała mi spokoju. I pierwsze co zrobiłam po przybyciu na naszą stancję, zapytałam się czy w tym domu kręcono Londyńczyków. Okazało się, że to prawda. Od Pana Z. i Pani M. dowiedzieliśmy się, że w sumie sceny kręcone były głównie przed domem i w trakcie wychodzenia aktorów z budynku. Zresztą jeśli ktoś z Was oglądał i ma możliwość gdzieś to sprawdzić to faktycznie ujęcia są kręcone w obrębie drzwi wejściowych tudzież wyjściowych i ogrodzenia przed domem. Dla mnie to niesamowite. Nigdy nie spodziewałabym się, że zamieszkam w domu, który został „wypożyczony” do nakręcenia scen. Tym bardziej, że miło spędziliśmy w nim pobyt. Pokój czysty, zadbany, lokatorzy bez zarzutu, my także nie sprawialiśmy problemów i co najważniejsze, osoby opiekujące się tym domem są przesympatyczni. I wiem, że będzie mi brakowało ich towarzystwa. Jak i wielu innych osób, zdarzeń, miejsc….
 Kochani teraz jesteśmy już w Polsce. Czekamy w Warszawie na następną podróż, tym razem już końcową, Warmię. Dziękuję wszystkim tym, którzy chcieli ze mną odbyć wirtualną podróż po Londynie. Komentować te smaki, które zainteresowały bądź w jakiś sposób zainspirowały. 
 
Wstawiłam krótki filmik, ale nie wiem czy pójdzie:)



środa, 29 sierpnia 2012

Ostatnie ujęcia

Przez cały ten miesiąc, który dobiega już końca, często wysiadaliśmy na Hammersmith i stamtąd szliśmy pieszo w kierunku Chiswick Park. Przyznam, że te spacery były bardzo przyjemne, bo i dzielnice są '"klimatyczne". Zazwyczaj na Chiswick Park chodziliśmy do Caffe Nero, jednak nigdy nie zwróciliśmy uwagi na Gourmet Burger Kitchen. Dopiero spotkanie z Maggie uświadomiło nam, że przegapiliśmy tak świetny lokal. Jak to się mówi "lepiej późno niż wcale".
Wybraliśmy się tam dziś. Pogoda jest okropna, cały dzień pada, więc postanowiliśmy skorzystać z podpowiedzi Maggie. Zamówiliśmy Habanero i Taxidriver. Dodatkowo jeszcze frytki. 
To jest Taxidriver. 
Musiałam go jeść sztućcami bo inaczej nie dało rady, był tak ogromny. Poza tym wymieniłam się z mężem na
 Habanero, by mieć porównanie
Tak ostro przyprawionego burgera jeszcze nie jadłam. Wypiłam od razu pół litra wody. Ziałam jak smok. Burgery są  bardzo smaczne. Mięso genialnie przyrządzone. Lokal cieszy się niezłym wzięciem, nie dziwię się, nie dość, że obsługa bardzo miła, wręcz przesympatyczna to jeszcze jedzenie wyśmienite. Jak dowiedzieliśmy się od kelnerki szefem kuchni jest Polak. Od razu do nas zagadała, zapytała skąd jesteśmy itp., itd. A frytki pierwsza klasa. Genialne. Maggie do chwili obecnej czujemy burgery, tak samo jak w Camden nasze meksykańskie fajita:) Warto było zgrzeszyć. 
Zanim pojawiły się burgery mogliśmy skosztować orzeszków ziemnych, za które nie płaci się dodatkowo tak samo jak za przeróżne sosy. Zapewne wliczone jest to w cenę dania, jednak nie są to maleńkie sosiki, tylko normalne opakowania sklepowe. 
Na sam koniec postanowiłam ująć kilka jeszcze rzeczy, które kosztowaliśmy "po drodze". 
Kanapeczki sprzedawane w sieciówce Greggs. Te nam smakowały, jednak Pret a Manger wygrywa!
W międzyczasie przygotowałam płatki łososia, zawijane z serkiem do smarowania o smaku czosnkowym wymieszanym z sosem sałatkowym. Nic rewelacyjnego, ale smaczne. 
Już kiedyś wspominałam, że przywieźliśmy ze sobą karkówkę, kabanosy i żywiecką. Z zupkami kupionymi w Sainsbury's jedliśmy produkty przywiezione. Tak czasem wyglądał nasz obiad. A zupy dobre. Co prawda nie są aż tak dobre jak własnej roboty, ale my nie narzekaliśmy. A grunt to nie marudzić!:)
I na sam koniec bardzo sympatyczne i ciekawe spotkanie, które zakończyło się skosztowaniem i przekonaniem mojego męża do krewetek:)
Maggie dziękuję Tobie za tak wspaniałe przyjęcie i chęć spotkania się z nami. Podniosłaś mi poprzeczkę. I bardzo dobrze, bo teraz będę mogła przyrządzać krewetki. Mam nadzieję, że będą tak dobrze zrobione jak Twoje, bo to sztuka!:):) 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Lepsza niż Nutella?

Co by tu się nadawało do pancakesów, rogalików, grzanek? długo myśleliśmy, czy kupić Nutelle wszech obecnie nam znaną, czy spróbować Tescowej czekolady. Tu podkreślę nie byle jakiej, ponieważ wyprodukowana w Belgii. Czyli belgijska czekolada do smarowania. Wow! myślimy... i po chwili znalazła się w naszym koszyku z zakupami. Kupiliśmy do niej pancakesy i croissanty. 
Powiem tak to jest najlepsza czekolada do smarowania jaką kiedykolwiek jadłam. Kupowałam prócz Nutelli w Polsce różne nawet te najtańsze, oczywiście Nutella wygrywała wtedy, ale teraz znając smak tej. Dla mnie, podkreślam jak dla mnie jest genialna. I tylko ta w tym opakowaniu i tylko z Tesco. Kosztowała ok. 1, 30 funta.
Życzę miłego dnia!:)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Seromaniakowe śniadanie

Buszowanie po sklepie, wypatrywanie, kupowanie, smakowanie......I tak nie uda nam się sprawdzić wszystkich smaków serów, ale wybieraliśmy te które najbardziej przykuły naszą uwagę. Wybór jest niesamowity. Poczynając od serów firmy Sainsbury's czy Tesco po inne. Można dostać oczopląsu. Bardzo fajną jak dla mnie jest polityka sklepów jeśli kupisz jeden lub dwa produkty kolejny będzie gratisowy. Tak, wiem u nas też to jest. Ale to już wtedy kiedy są gigantyczne wyprzedaże. A tu wchodzę i praktycznie codziennie stosowana jest ta polityka. Tym sumptem udało nam się kupić wiele fajnych rzeczy. Między innymi te sery
oprócz Catedrala, którego jesteśmy miłośnikami te są genialne.  Zapłaciliśmy 4 funty za Pligrims Choice a ten drugi dostaliśmy gratis. 
Na zdjęciu widoczna jest pasta z tuńczyka. Prosta, składająca się z niewielu składników. 
Składniki:
  • puszka tuńczyka
  • 4 jajka 
  • pęczek szczypiory
  • pół opakowania majonezu ( całkowita pojemność 250 g)
Jajka ugotować na twardo ( później drobno je pokroić) tuńczyka rozdrobnić. pokroić szczypior i dodać
Mnie bardzo smakował ten eksperyment. Nigdy nie jadłam sałatki czy pasty z takim majonezem. 
W życiu nie widziałam tylu majonezów, musztard, nie zwykłych tylko z  różnymi dodatkami. 
Oglądaliście Diabeł ubiera się u Prady? To mój ulubiony film, nigdy mi się nie znudzi....Tak w jednej scenie występuje nazwa sera Jarlsberg. I kiedy leciałam tutaj pomyślałam sobie, fajnie byłoby spróbować, ja u siebie nie widziałam tego sera. Idziemy kiedyś na zakupy i na półce z przecenami patrzę a tam ten ser za 1 funta. Mnie akurat zasmakował, mężowi nie ( nie miał dla niego smaku).  Z Sainsburowy ser brie. Inaczej smakuje niż np. z Lidla czy Carrefoura czy nawet z tych znanych firm. Nie potrafię określić jego smaku, ale różnicę czuję. Chyba jest bardziej delikatny i tak jakby w smaku kremowy. Cena: ok. 1,50 funta
Applewood, smak wyrazisty, pikantny. Mąż za nim przepada. Cena  ok. 1,50 funta
Castello i 
To są najlepsze sery pleśniowe jakie do tej pory jadłam. Faktem jest, że zapach mają tak intensywny, że mąż nie mógł wytrzymać w pokoju, bo innego nie mamy, zatem musiałam szybko je zdegustować. Rewelacyjne. Cena ich ok. 1,70 funta.
Wybór serów pleśniowych także jest pokaźny. Nie mówiąc już o alkoholu. Pokaźna kolekcja win, mocniejszych trunków, piw i ceny nie są aż tak wysokie. Gdybyśmy patrzyli na zarobki tejże społeczności!:)
A o kosmetykach już nie wspomnę......Niezła przebitka cenowa. U Nas zarabiają nieźle na nas. A nasze zarobki...Jak ktoś podaje, że u Nas  średnia zarobków to 3 tyś brutto to nóż mi się otwiera w kieszeni. W życiu tyle nie widziałam na swoim kwitku płacowym....
Miłej niedzieli, bo moja zapowiada się ciekawie:):):)

czwartek, 23 sierpnia 2012

"Jedz ile chcesz"....czy warto?

Chciałam Was zapytać co sądzicie o tego typu miejscach? Czy warto w ogóle zainteresować się się takim lokalem? 
Dwa lata temu jak przyjechaliśmy na Wyspy i znajomi zaprowadzili nas do jednej z wielu knajp " jedz ile jesz" które tutaj są, nie wzbudziła ona pozytywnych u mnie emocji. Jednak dla człowieka, który widzi nowe rzeczy, myśli sobie czemu nie spróbować. Nie powiem, że nic mi nie smakowało, ale widząc taki przerób jedzeniowy zwątpiłam. "jedz ile chcesz" w sumie ile człowiek może zjeść. Pojemników z różnymi daniami jest sporo, ( od makaronów, ryżu pełnych dań, do słodkości, nawet lody, owoce, itp:) ale tak naprawdę to czy wszystko można zjeść, nawet jeśli nałoży się niewiele wszystkiego? W moim przypadku jest to niemożliwe. Musiałabym chyba z jeden dzień nic nie jeść, ale to i tak by nie pomogło. Chyba najbardziej smakował mi ryż i makaron i sosy oraz owoce. Czy polecilibyście znajomym taki lokal, by z czystej ciekawości mogli przekonać się czy warto? 

wtorek, 21 sierpnia 2012

Zaspokoić ciekawość


































Chciałam zaspokoić ciekawość. Wchodząc do sklepów przeglądałam przeróżne rzeczy do jedzenia. Nie jestem aż tak wielkim łasuchem na słodycze, ale widząc tyle wyprodukowanych słodkości, postanowiłam spróbować i ja. 
Te bułeczki zajadaliśmy idąc na Tower Bridge. Mnie smakowały, zapchały mi nieźle żołądek, po dwóch już byłam syta. 
Eklery z belgijską czekoladą i z budyniem w środku. Rewelacja. Znałam ich smak z poprzedniego pobytu i nie mogłam się oprzeć nie kupienia ich ponownie. Nam bardzo smakowały. I choć wiem, że fala krytyki może powstać, że to nie zdrowe, że dodatki chemiczne, że samemu można zrobić. Zgadzam się, że to co zrobi się samemu najlepiej smakuje, lecz ja wielkiego daru do pieczenia ciast ciasteczek nie mam i jeśli coś mi naprawdę smakuję po prostu to kupuję, nawet jeśli jest niezdrowe. 
 Akurat w tym przypadku wygrał mąż, bardzo chciał spróbować tego wynalazku. I zasmakowało, mnie nie, on jeszcze smarował je belgijską czekoladą do smarowania ( o niej będzie wpis w innym poście).
 Smaczne, przypominają marsa w smaku, ale czekolada w tych akurat  jest lepsza. 

 Ciasteczka akurat otrzymaliśmy w prezencie. Dla mnie smakują jak delicje, pseudo. Jednak wolę nasze wedlowskie. 
Lody kupione w Hyde Parku, smak śmietankowy czułam jakbym jadła śmietanę. Za ten podwójny życzą sobie 2,20 funta. Dla mnie sporo,no ale jak tu nie spróbować. 
Kiedyś idziemy ulicą w dzielnicy w której mieszkamy i patrzymy wszystko prawie za Funta. Ok. wchodzimy, mąż pyta się nie masz ochoty na loda- w sumie to mam...Wybrał...
Jednego dałam radę zjeść, ale więcej nie, ponieważ tak się nasyciłam tym jednym że miałam dość jedzenia do następnego dnia. 
Malutka paczuszka chipsów z winegretem. Wykręcało mi buzie nieźle. Niestety jak już mam zjeść chipsy to wolę Laysy. 
Stwierdzam jedno, sporo jest wynalazków i nie wszystkie zachwycają wyglądem. Ceny są przeróżne. I tutaj nie ma czasu na gotowanie, pichcenie. Społeczeństwo woli zjeść szybkie jedzenie nie wymagające stania przy kuchni. No chyba że się mylę. Ale z 3 tygodniowej obserwacji właśnie takie myśli się nasuwają.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Greenwich Market

Czerwona linia, przesiadka z Banku na DRL, niesamowity podmuch wiatru w podziemiach metra, że czasami uniemożliwia oddychanie. Nie mówiąc już o zatkanych uszach. Wsiadamy do czystego przedziału, kolejka jakaś taka inna, jedzie tak szybko, że mówię pewnie będziemy jechać cały czas pod ziemią. Za jakiś czas podziwiamy inną stronę Londynu. Drapacze chmur, jedne wyższe od drugich, czułam się tak jakbym była przez moment w zupełnie innym świecie. I znaleźliśmy się w bardzo uroczym miejscu. Zaczęliśmy zwiedzać. Poszliśmy do Parku by zobaczyć obserwatorium. Pogoda upalna...I zeszliśmy do miasteczka  trafiając na Greenwich Market.
Spróbowaliśmy Cidera, dla mnie taki sobie smak. 
Organiczne chleby
Bardzo dobry donuts  ale w tak upalny dzień nie miałam ochoty na jedzenie, tylko picie, więc oddałam mężowi
Oprócz jedzenia, można kupić przeróżne rzeczy. Market jest niewielki ale uroczy.
A to widok z wysokości obserwatorium
Co prawda pozostały jeszcze zabezpieczenia po Olimpiadzie i nie można było wszędzie chodzić, ale to co chcieliśmy zobaczyć, zobaczyliśmy.

piątek, 17 sierpnia 2012

Wyczarowałam....

Pomyślałam sobie, że przygotuję na weekend sałatkę. Półmetek pobytu za nami,więc trzeba to uczcić. Brakowało mi jedynie jednego składnika. Majonezu lub czegoś podobnego do niego. I kupiłam ale nie majonez. 
Przygotowałam sałatkę z tuńczykiem i warzywami. Prosta i kto by pomyślał, że i mężowi zasmakuje. 
Składniki:
  • puszka tuńczyka 
  • 3 kolorowe papryki
  • 3 jajka 
  • cebula dymka 
  • i sałatkowy krem ( tak jak na zdjęciu)
Przygotowanie:
Warzywa pokroić w kostkę, jajka ugotować na twardo i pokroić i dodać pół opakowania kremu sałatkowego. 
Myślałam, że będzie mdła. Już kiedyś jadłam ich majonez i nie smakował mi. A jednak ten krem dał wyrazisty smak sałatce.

środa, 15 sierpnia 2012

Wasabi

Kiedy byliśmy po raz pierwszy w UK dwa lata temu, chodząc różnymi ulicami odkryliśmy na Picadilly Street Wasabi. Dziś idziemy tą samą ulicą i lokal nadal jest. Zresztą chyba teraz jest znacznie więcej Wasabi. Oboje lubimy "chińszczyznę", nawet w wydaniu japońskim. Uwielbiamy przyprawy, przeważnie zawsze bierzemy pikantne potrawy. 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Frozen Yogurt w UK

Pojechaliśmy odwiedzić Covent Garden. Dwa lata temu było tam mnóstwo ludzi, nie dało się przejść przez  środek. A teraz rewelacyjnie. Z resztą w ogóle jakoś tak mniej narodu. Od Covent Garden poszliśmy w boczną uliczkę. Te uliczki są urocze. Zawsze podobają mi się te kolorowe drzwi. Nie zawsze można je zobaczyć. Ale jak już tak się stanie prawie zawsze je fotografuje. Przechodzimy obok jakiejś ulicy i mąż zwraca uwagę na lokal. Wchodzimy. Pan pyta się czy już próbowaliśmy. My- nie. Zatem dał nam próbkę. Zdecydowaliśmy się kupić.
Wybraliśmy smak naturalny z dwoma dodatkami: z pistacjami i super foods. 
Nigdy jeszcze nie jadłam takiego jogurtu. Pistacje jadłam, ale nigdy tych drugich składników. Podobne to jest do mieszanki studenckiej, ale jednak się nie umywa do tych składników. 
Lokal przezabawny. 
Można wybierać sobie różne składniki, z owocami, z ciasteczkami...
Nasyciliśmy się tym jogurtem. Myślę, że będzie następny wypad tym razem na inne smaki:)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Odkrywam nowe smaki śniadaniowe

Od rana do wieczora przemarsz wojsk:) Ciągle latają nad naszymi głowami, co minuta. Jedne niżej drugie wyżej. Nie jestem przyzwyczajona, ale tu jestem zmuszona się przyzwyczaić. Mogę oglądać jakie linie lotnicze akurat przelatują. Jak lecieliśmy do UK, w samolocie mała dziewczynka pyta się mamy: mamusiu to są skrzydełka? Ci co siedzieli niedaleko zostali od razu rozbawieni. Dwóch chłopców na przeciw nas wariowało. Dochodzę do wniosku, że szkoda iż nie latałam samolotem jako dziecko, dziś może nie bałabym się. Nawet alkohol nie pomaga:)
Kolejny tydzień za nami. I wciąż poznajemy nowe smaki na śniadanie. Produkty kupowane w Tesco są lepsze tu niż te w Polsce. Różnica jest kolosalna.Zresztą my nie mamy takich produktów od tego trzeba zacząć. 
Zauważyliśmy, że są tu niesamowite promocje. Dwa opakowania w cenie jednego. Tutaj na zdjęciu jest sałatka colesław, ale niestety ona akurat mi nie smakuje. Mąż miał wielką ochotę, jednak mnie ona nie podeszła. Szyneczka bardzo dobra. Ser trochę gorszy w smaku niż Catedral, ale i tak lepszy niż u nas. Bo jak każdy wie, za dobry ser trzeba dobrze zapłacić.
Kupiliśmy ten chleb co prawda kruszy się niesamowicie, ale jeszcze nie jest taki najgorszy.
Ta szyneczka jest bardzo smaczna. Kupiliśmy sos BBQ  i musztardę francuską z Sainsbury's. Ostre, ale dobre. Ja nie wiem, ale czy każdy facet prócz warzyw musi czuć coś pikantnego w jedzeniu? Mój mąż jest w tej kwestii chyba nie do pobicia:):)
Ten chleb kruszy się jeszcze bardziej niż poprzedni. Jednak nie narzekam. Frankfurterki tak jakby gumowate. 
I to co mój mąż uwielbia najbardziej i mógłby jeść je na okrągło właśnie te:
Dwa lata temu je odkryliśmy wtedy mi podchodziły dziś tak sobie. Jakoś ciężko mi po nich na żołądku. 
Pozdrawiam i życzę udanego dnia i słonecznego. Jedna ze znajomych Pań mówi do nas, że przywieźliśmy z Polski dobrą pogodę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...