Loading...

piątek, 11 kwietnia 2014

Wyobrażenie o kuchni węgierskiej

Jadąc do Budapesztu nastawialiśmy się na spróbowanie wielu specjałów kuchni węgierskiej. Moje wyobrażenia krążyły wokół papryki. Idąc śladami osób polecających określone dania tej kuchni, chcieliśmy mieć jak największe porównanie. Bo przecież zupa zupie nierówna choćby robiona była z tej samej receptury. Przed wyjazdem zapisaliśmy sobie najważniejsze specjały i ich nazwy a także miejsca w których watro zjeść. Jednak czasem po omacku wstępowaliśmy do pewnych miejsc nie wiedząc co kryje się w kuluarach restauracyjnej kuchni. 
Oczywiście najpierw chcieliśmy spróbować tego co najbardziej znane i powszechne, czyli zupę gulaszową. Robiłam ją w domu kilka razy, nie mając porównania. Dziś jak wiadomo owo porównanie jest.
Mieszkając w hostelu otrzymaliśmy rabat 10% do restauracji, która widocznie ma podpisaną umowę.  Owa restauracja nastawiona jest na turystów. Nie dostrzegliśmy w niej osób mówiących po węgiersku prócz ekipy restauracyjnej.
Zatem zamówiliśmy zupę węgierską. 
Moje wyobrażenie o zupie węgierskiej było trochę wypaczone. Uważałam, że powinno w niej pływać sporo papryki, żółtej czerwonej, zielonej. Nie byłam tym faktem rozczarowana, lecz doświadczyłam i uświadomiłam sobie jakie składniki powinna zawierać i że w głównej mierze opiera się na papryce sproszkowanej jak wiele potraw w tej kuchni. Natomiast skupiłam się bardziej na jej smaku. Wydawało mi się, że taka powinna być. Nie czułam w niej pikanterii bo i oczywiście moje wyobrażenie o kuchni węgierskiej nastawione było na ostre smaki. Czuć w niej było smalec, lecz nie miała swojego charakteru. A dlaczego o tym mówię, bo następnego dnia, gdy zostaliśmy zwabieni przez kelnera restauracji Angelo na  Raday Utca doznaliśmy innego smaku zupy węgierskiej. Była dobrze doprawiona i co ważne w osobnej miseczce miała miksturę z ostrej papryki, którą można było dodać do zupy. Nie powiem Wam ile zupa kosztowała forintów, gdyż prawie przy każdej restauracji napisane jest menu turist tylko ceny są różne. I my właśnie "połasiliśmy się" na taki zestaw, który z piwem kosztował 5 tyś forintów.
Na drugie danie w tym zestawie był paprykarz.
Danie całkiem interesujące, gdyż znów spodziewałam się papryki, być może faszerowanej a tu dostajemy kurczaka w sosie, na którym spoczywała niewielka ilość śmietany. Sos wybełtany z nią, sprawiał wyśmienitą konsystencję i smak. Generalnie danie bardzo dobre, tylko, że ja akurat miałam chłodnego kurczaka, w sumie to była część uda ze skórą. 
Następnym frykasem jakiego zasmakowaliśmy były langosze. Wzięliśmy dwa rodzaje, gdyż chcieliśmy mieć porównanie. Gdy czytałam informacje z bloga przepisy z podróży o Budapeszcie i langosach, zdecydowałam się na wersję tradycyjną wzbogaconą o czerwoną cebulę.
Oczywiście wersji langoszy jest sporo. Można zamówić sobie ze wszystkimi dostępnymi składnikami. Mąż zamówił  z sosem pomidorowym.
Langosze tradycyjnie zjedliśmy w Hali Targowej - Vásárcsarnok. Niestety trzeba nastawić się na to, że nie zjemy ich w spokoju, gdyż stoliki przy których można na chwile spocząć są ustawione w bardzo wąskim przejściu i zazwyczaj pozajmowane. Niestety w biegu nie da się ich zjeść, gdyż są duże, ciężkie. Plusem ich jest to, że są bardzo sycące.
Skosztowaliśmy również kiełbasek na gorąco, sprzedawanych na świeżym powietrzu przy Deák Ferenc Utca. Na tej uliczce wzdłuż ustawione są budki z jedzeniem, pamiątkami, a po obu stronach ekskluzywne sklepy.

Kolejnym bardzo ciekawym odkryciem były dla nas kanapki sprzedawane w bufecie na terenie Łaźni Széchenyi. Kanapka posmarowana smalcem a na wierzchu czerwona cebula. Szczerze - wyśmienita!
Taka jak już wcześniej wspomniałam zapisałam sobie dwa adresy restauracji, do których warto było zajrzeć. Niestety jedna restauracja - knajpka przestała funkcjonować. Natomiast druga miewa się świetnie.

Ta restauracja uratowała pewien nasz niesmak, o którym opowiem przy następnej okazji. Teraz już zaczynam rozumieć, że tam gdzie nie ma ludzi w restauracji albo coś z nią jest nie tak albo nie umie przyciągnąć klienteli. Do Frici Papa ludzie walą drzwiami i oknami. Tak to prawda. Nie dość, że jedzenie jest wyśmienite to jeszcze ceny są bardzo przystępne. Pierwszego dnia, czekaliśmy na wolny stolik, wszystkie miejsca na dole i górze były zajęte. Spodziewajcie się, że jeśli kelner usłyszy polski język przyniesie Wam polskie menu i zacznie mówić dziękuję. Frici Papę odwiedziliśmy dwa razy i z całą odpowiedzialnością możemy Wam polecić ten lokal. 
Za pierwszym razem zamówiliśmy tradycyjnie gulasz węgierski z galuszkami
oraz mięsną zupę z dwiema dużymi kluskami. W sumie to taki mięsny wywar.
 Przy kolejnej wizycie zamówiłam zupę fasolową z kluseczkami, boczkiem. Była dość ostra i bardzo sycąca. Zazwyczaj zamawialiśmy dwa różne dania by mieć skalę porównania i zasmakować jak najwięcej.
W ogóle porcje są naprawdę spore. Ja połowę swoich dań zostawiałam. 
Mąż natomiast zamówił sałatkę Frici Papy oraz pieczeń wieprzową podawaną z pieczonymi ziemniakami

Mogę Wam tylko powiedzieć, że za obiad w tej restauracji zapłaciliśmy mniej niż w Angelo dodając do tego piwo i deser. :) Restauracja Frici Papa ma swoją stronę internetową, zatem możecie ją odwiedzić. Nawet teraz zerknęłam na rachunek z F.P i widnieje na niej cena 4 tyś forintów za zupę, dwa gulasze, dwa razy galuszki,  dwa piwa, surówkę i deser. 

Pozdrawiam!
A.

2 komentarze:

  1. ile smakołyków:) a langosze śnią mi się po nocach od wielu lat:) to był smak!:D

    OdpowiedzUsuń
  2. jadę w maju na zajęcia terenowe ze studiów :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądasz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...