Loading...

czwartek, 22 maja 2014

Malowniczy Wiedeń

Pisząc o Wiedniu, tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Moja ocena tego miasta być może nie będzie obiektywna, ponieważ jestem zachwycona jego urokiem. Wiedeń jest bardzo kolorowy, przyjazny i elegancki. 
Do Wiednia przyjechaliśmy pociągiem Rail Yet z Budapesztu. Skorzystaliśmy z okazji, gdyż odległość jest niewielka. Podróż trwała tylko 3 godziny w komfortowych warunkach. W trakcie jazdy mogliśmy obserwować na monitorach naszą podróż, do jakich miejsc się zbliżamy. Prędkość z jaką jechaliśmy była w ogóle nie odczuwalna. Za bilety zapłaciliśmy za jedną osobę po 13 euro. Im wcześniej wykupi się bilet tym jest taniej. Kupiliśmy go on-line. W Budapeszcie na dworcu są specjalne automaty biletowe, w których odbiera się zakupione bilety. 
Oczywiście można kupić bilet bezpośrednio z Polski do Wiednia. Jeśli natrafi się na promocje bilet może kosztować 29 euro za jedną osobę. My skorzystaliśmy z tej promocji wracając z Wiednia do Polski - Warszawy.
Gdy już wysiedliśmy z pociągu, postanowiliśmy pójść pieszo do naszego hotelu. Mamy taką zasadę, że jeśli uznamy, że damy radę iść to idziemy. Cóż przeliczyliśmy się trochę naszym zamiarem. Szliśmy 1,5 h. Jednak warto było, gdyż zobaczyliśmy trasę, której nie widzielibyście jadąc metrem. 
Mieszkaliśmy w Hotelu Gebler Gasse. Muszę powiedzieć, że bardzo fajny i zadbany hotel w bardzo przystępnej cenie. Położenie hotelu idealne, blisko metro, tramwaje oraz sklep Hopfer, Lidl. Od razu rozpatrzyliśmy się po okolicy. Nie zamawialiśmy śniadania i dobrze, gdyż zakupy w Hopferze były dla nas świetnym doświadczeniem, jeśli chodzi o jedzenie oczywiście:) 
Warto zaopatrzyć się w bilety na komunikację podmiejską, gdyż nie wszędzie da się pójść pieszo. A tramwajem również można podziwiać okolicę. Koszt 15 euro na 72 godziny.
Po przyjeździe niestety poszliśmy tylko do Hopfera na zakupy, gdyż ja zatrułam się kanapką kupioną w pociągu. Zatem całe popołudnie spędziliśmy w hotelu. Pierwszy dzień nie przyniósł niczego dobrego. Natomiast już dnia następnego byłam jak nowo narodzona. 
Wybraliśmy się do Lidla na zakupy. Oniemiałam z ilości produktów i tego w jakich rozmiarach są kapowane. Cóż nasz polski Lidl to nie to samo. Chociaż są produkty niektóre i u nas, ale to tylko namiastka.
Cały dzień zajęło nam zwiedzanie centrum i zabytków. Pogoda sprzyjała nam. Jest coś w tym klimacie, że jest ja to nazywam "krystaliczny" słońce inaczej opala, a wodę z kranu można pić hektolitrami. Tak, woda jest rewelacyjna. Skóra i włosy są zupełnie inne niż po wodzie, która płynie w moim mieście. 
Zabytki i kamienice urzekają swoim widokiem. Wieczorową porą można spotkać Panie i Panów elegancko ubranych jakby szli do opery czy na jakąś galę. Ludzie są życzliwi i zadowoleni z życia, to widać, zapewne nie wszyscy.
Prywatne sklepy, sklepiki otwarte są w określonych godzinach i dniach. Sporo, jest sklepów, które oferują produkty do domu i kuchni.
Zdjęć zrobiliśmy więcej niż w Budapeszcie. Prawie nie chowałam aparatu. Zdjęcie jakie widzicie jako pierwsze to Belweder i jego ogrody.

Pałac Schonbunn
Hundertwasserhaus
 Pozdrawiam!
A. 

2 komentarze:

  1. jedno z moich ukochanych miast:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam, ale chce tam być.Dla mnie bardzo interesujący wpis:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądasz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...