Loading...

środa, 23 lipca 2014

Weizer Gröstl oraz Gulasch Museum - jedzenie w Wiedniu

Zanim trafiliśmy do Wiednia, przestudiowałam kilka stron internetowych, które podpowiedziały mi co warto zobaczyć i co spróbować. Wychodzimy jednak z założenia, że skupiając się tylko na głównych atrakcjach nie pozwoli nam bliżej zapoznać się z miastem. Dlatego, pierwszy zwiad jaki zrobiliśmy to kontakt z okolicą, w której mieszkaliśmy. 

Nie da się zwiedzić Wiednia bez wykupienia biletów na podmiejską komunikację. Tam, gdzie mogliśmy chodzić pieszo i zobaczyć bardzo dużo, tak do niektórych miejsc, trzeba podjechać. Wykorzystaliśmy każdy środek transportu miejskiego w Wiedniu, prócz taksówek.
Z racji nie wykupienia śniadania w hotelu, kupowaliśmy produkty zazwyczaj w Aldi. Do Lidla mieliśmy zbyt daleko. Muszę powiedzieć, że nie żałujemy, że nie mieliśmy śniadań, ponieważ mogliśmy zasmakować przeróżnych serów żółtych, pleśniowych, nabiału (jogurty), kiełbasek, soków. Właśnie to jest najlepsze, zaznajomienie się z codziennością. Wszystkie te produkty, które kupowaliśmy bardzo nam smakowały. Czuć było, że je się ser, a nie sero - podobny wyrób.
Przypadkowo znaleźliśmy się w kampusie uniwersyteckim, który bardzo nam się spodobał, gdyż nie dość, że serwują dobre i tanie jedzenie to jeszcze w środku jest plac zabaw dla dzieci, supermarket. 
Plan kampusu
Zamówiliśmy dwa główne dania i do tego oczywiście piwa.
Sznycle najsłynniejsze i najlepsze podają tylko w jednej restauracji, do której wszyscy muszą swoje odstać by móc zjeść. Nam nie udało się tam dotrzeć. Ten, który zamówił mąż był bardzo dobry. 
Na moim talerzu wylądował Weizer Gröstl - specjał kuchni austriackiej. Zapiekanka składająca się z ziemniaków, szpecli, boczku, kurczaka, pora zapiekana z serem.
Danie wyśmienite. Tak obfite, że nie dałam rady go zjeść. Oczywiście popularne są sałatki zaprawiane octem jabłkowym. Dla mnie zbyt kwaśne, ale przecież nie jadłam ich codziennie.
Muszę przyznać, że bardzo smakowały mi tamtejsze piwa, choć smakoszem wielkim nie jestem. 
Następny w kolejce do spróbowania był gulasz szegedyński w Gulasch Museum. 
Miejsce bardzo spokojne, warte odwiedzenia.
Danie bardzo duże, jak dla mnie, sycące i mega smaczne. 
 Chciałam spróbować jeszcze bulionu dużą kluską z semoliny. W smaku dobry, lecz nie wiem czy powinien być aż tak słony. 


Mąż zamówił znów sznycla, by przekonać się jak smakuje w innym miejscu. 

Mieliśmy okazję zjeść również słynne kiełbaski z budki.
Bardzo zasmakował mi chleb. Mogliśmy także skosztować piwa, ale zrobiliśmy to przy innej budce. :) Tak ten pobyt obfity był w wyroby procentowo -chmielowe. 
Uważam ten pobyt za bardzo udany, lecz za krótki. Jedzenie jest smaczne, Wiedeń piękny, klimatyczny, aż chce się tam być.

Pozdrawiam!
A.

3 komentarze:

  1. Ta zapiekanka wygląda fantastycznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I te śniadania były pewnie znacznie smaczniejsze od tych serwowanych na miejscu. Smakowanie kuchni w innych krajach to najpiękniejsza i najprzyjemniejsza cześć wyjazdu , no oprócz zwiedzania:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądasz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...